Eksplozja moich emocji przelana na jedwabne sznurki.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Przyjaciel jest dobry na wszystko.

Ten post dedykuję mojej przyjaciółce Kasi :)



Historia powstawania tej bransolety jest dość długa i zwiła. Zaczęło się od tego, że jeszcze w sierpniu planowałam zrobić kolczyki z elementów, które obecnie symetrycznie otaczają środkową część (poniżej na zdjęciu).
Okazało się, że jednak wyszły nieco za duże, więc odłożyłam je na jakiś czas.

 
W tzw. "międzyczasie"otrzymałam właśnie od Kasi cały worek miodowego szkła weneckiego z nienoszonej bransolety. Nie wiedziałam do czego je wykorzystać, bo pojedyncze kwadraty były dość ciężkie. Na 100% nie nadawały się do kolczyków.
Po kilku tygodniach przypomniałam sobie o dawnej robótce i mnie olśniło -zrobię swoją pierwszą bransoletę z tym szkłem w roli głównej (wtedy stawiałam pierwsze bardziej pewne kroki w sutaszu ale robiłam jeszcze tylko kolczyki)!


Połączyłam elementy niedoszłych kolczyków ze środkiem kompozycji. Jednak coś było nie tak, kolory wydawały mi się kiczowate i znowu robótka poszła w kąt :(

Pewnego grudniowego dnia odwiedziła mnie Kasia i zwróciła uwagę na niewykończoną bransoletę.
Bardzo przypadła jej do gustu i przekonała mnie żeby ją skończyć jeszcze przed jarmarkiem bożonarodzeniowym.
Usiadłam do pracy, jednak nie miałam już wystarczającej ilości pasujących tasiemek i koralików. Ale trochę pokombinowałam i voilà! Właściwie można powiedzieć, że zrobiła się sama :)


 Zwróćcie uwagę na zapięcie. Nie mam pojęcia jak fachowo się nazywa ale ma fajny mechanizm.




3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo bardzo bardzo ładna ;) Podziwiam wytrwałość :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczna branzoletka :)
    Gratuluje talentu

    OdpowiedzUsuń